Celina zniknęła równie nagle jak się pojawiła. Przyszła do nas jako półroczna kotka i w rok później zaginęła. Nie było jej przez okrągły tydzień i kiedy wróciła była wygłodniała, wychudzona i okropnie sponiewierana. Skarżyła się do mnie przez trzy dni, bardzo głośno miaucząć niesamowicie załosnym tonem. Kiedy w końcu doszła do siebie minął tydzień, po czym... znów zniknęł. Nie ma jej do tej pory a to już ponad pół roku. Cała rodzina to ciężko przeżył, bo niezwykły był to kot, z pewnością po sporych przejściach, wystraszony i niesamowicie wdzięczny.
Jakiś czas temu wracając wieczorem do domu wydawało mi się, że widziałam ją przemykająca przez podwórko, ale to tylko pobożne życzenie, bo koty w paski to nie jest żadna niezwykłość.
Teraz mieszkamy z Lulkiem i Kropką.
Ostatnio dołączyła do nas Bunia. To 4 miesięczna sunia labradora. Jest czarna, jak reszta stada. No wiecie, żeby pasowała do reszty kotów w tym domu. Na dzień dobry dostała szkołę od Księcia Lulejki. Tak boleśnie i krwawo, że szacunek do niego zakodował jej się na mur. Mimo, że jest 3 razy większa od niego to kiedy stawiam jej miskę a kocur uzna, że jest to dla niego smaczny kąsek i obejmuje miskę w posiadanie Bunia cofa się o 5 kroków i czeka cierpliwie, aż żarłok się napcha. Jest dla niej naprawdę wredny i złośliwie chodzi jej przed nosem bardzo powoli z wypręzony ogonem i kiedy szczeniak uznaje to do zachętę do zabawy Lulek odwraca się i macha na nią łapą. Wówczas psinka szybciutko wykręca się na łapie i chowa za człowieka. Kropka w ogóle postanowiła udawać, że coś takiego jak pies nie istnieje w domu. Chowa się po kątach i przemyka w cieniu. Koty zwyczajnie ją ignorują. I wcale się im nie dziwię. Sama jestem głęboko zirytowana tym nieobliczalnym entuzjazmem labradora, którego nie okazuje jedynie, kiedy śpi.
Prawdę mówiąc Lulek nie różni się dużo od Buni. Gdyby tylko nie był tak zarozumiały dogadaliby się jak najlepsi kumple. Zawsze męczył kropcię zmuszając do ucieczki po całym domu, bo akurat chciało mu się pobawić. Cóż, zobaczymy co czas przyniesie.
Jakiś czas temu wracając wieczorem do domu wydawało mi się, że widziałam ją przemykająca przez podwórko, ale to tylko pobożne życzenie, bo koty w paski to nie jest żadna niezwykłość.
Teraz mieszkamy z Lulkiem i Kropką.
Ostatnio dołączyła do nas Bunia. To 4 miesięczna sunia labradora. Jest czarna, jak reszta stada. No wiecie, żeby pasowała do reszty kotów w tym domu. Na dzień dobry dostała szkołę od Księcia Lulejki. Tak boleśnie i krwawo, że szacunek do niego zakodował jej się na mur. Mimo, że jest 3 razy większa od niego to kiedy stawiam jej miskę a kocur uzna, że jest to dla niego smaczny kąsek i obejmuje miskę w posiadanie Bunia cofa się o 5 kroków i czeka cierpliwie, aż żarłok się napcha. Jest dla niej naprawdę wredny i złośliwie chodzi jej przed nosem bardzo powoli z wypręzony ogonem i kiedy szczeniak uznaje to do zachętę do zabawy Lulek odwraca się i macha na nią łapą. Wówczas psinka szybciutko wykręca się na łapie i chowa za człowieka. Kropka w ogóle postanowiła udawać, że coś takiego jak pies nie istnieje w domu. Chowa się po kątach i przemyka w cieniu. Koty zwyczajnie ją ignorują. I wcale się im nie dziwię. Sama jestem głęboko zirytowana tym nieobliczalnym entuzjazmem labradora, którego nie okazuje jedynie, kiedy śpi.
Prawdę mówiąc Lulek nie różni się dużo od Buni. Gdyby tylko nie był tak zarozumiały dogadaliby się jak najlepsi kumple. Zawsze męczył kropcię zmuszając do ucieczki po całym domu, bo akurat chciało mu się pobawić. Cóż, zobaczymy co czas przyniesie.



-
C h i l a u t:
Pokaż wszystkie (1) ›